Zapewne większość z nas podróżuje po okolicznych miejscowościach i wszędzie widzi kwitnące strefy gospodarcze. Nic w tym dziwnego, przemysł w Polsce ma się doskonale, bezrobocie jest historycznie niskie, popyt wewnętrzny wysoki jak nigdy, poziom eksportu bije rekordy. Gospodarka ma się dobrze (nie wdawajmy się tu w dyskusję polityczną i wyciąganie programów socjalnych 500+ oraz polityki rządu). W gospodarce jest dobrze jak nigdy.
W samym Oświęcimiu, jadąc w stronę Zatora, widzimy nowe, błyszczące hale produkcyjne oraz biurowce inkubatorów przedsiębiorczości. W Zatorze strefa przemysłowa kwitnie i powstają coraz to nowsze hale produkcyjne, nie związane biznesowo z Energylandią. Podobnie w Bieruniu i Tychach. Chrzanów, Trzebinia również rosną, nie wspominając o Jaworznie. Tylko w Chełmku czas jakby się zatrzymał.
Część z nas raz do roku ma okazję odwiedzić strefę przemysłową. Głównie podbijając przegląd rejestracyjny w jednej z usytuowanych tam firm. To co bije w oczy, to rozpadające się puste hale i dziurawe drogi, które nie pozwalają swobodnie przejechać oraz wszędzie rosnące krzaki, które zasiały się tam jeszcze w latach osiemdziesiątych gdy ostatnio robiono w strefie przemysłowej porządki.
Strefa Przemysłowa Chełmek
Wielokrotnie hucznie zapowiadano nowe otwarcia, inwestycje, programy miejskiej Strefy Aktywności Gospodarczej, przecinano wstęgi i zapowiadano wielki bum gospodarczy w Chełmku (fot. Malopolska.pl – otwarcie Strefy Aktywności Gospodarczej 2006 rok). Co z tego wyszło? Widzimy wszyscy na własne oczy.


W czym Chełmek jest gorszy od Oświęcimia, Zatora, Tychów, Jaworzna? Mamy genialne połączenie z autostradą A4, drogą ekspresową S1. Dogodne dojazdy do Krakowa, Katowic, Bielska, Tychów i ogólnie Śląska. Droga wojewódzka, dojazd do obwodnicy Oświęcimia. Lokalizacja wręcz wymarzona. Nawet kwitnący Zator nie może się pochwalić takim połączeniem (droga 44 na Kraków wąska, kręta i wiecznie zakorkowana a na Śląsk dostaną się wyłącznie przez również stojący w korkach Oświęcim albo ewentualnie obwodnicą i przez… Chełmek. Położenie nie jest więc problemem.
A może przygotowanie strefy przemysłowej? Tak, tu może być problem. Obecna strefa jest zrujnowana. Do tego ma wiele nieuregulowań prawnych gruntów. W zatorze budowano strefę od podstaw na nieużytkach miejskich. A jak wiemy łatwiej zbudować coś od nowa niż remontować (i dostosowywać do obecnych wymogów) rozpadające się stare hale. Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, aby i w Chełmku wyznaczono nową strefę przemysłową. Nawet były prowadzone rozmowy, które zakończyły się z niejasnych powodów.
A może problemem jest promocja? To na pewno. Przedsiębiorca planujący rozwój, budowę nowej hali, nowej wytwórni, magazynów czy innych inwestycji nie trafi sam do Chełmka. Nie wpisze w Google „miejsce na inwestycję” i nie trafi magicznie na stronę Urzędu Miejskiego. Musi dowiedzieć się z jakiegoś źródła o możliwości inwestycji w Chełmku i muszą za tym iść jakieś argumenty.
Obecnie inwestor chcący inwestować w okolicy ma do wyboru wiele lokalizacji. Co więc sprawi, że wybierze Chełmek? W czym jesteśmy lepsi od Oświęcimia, Zatora, Tychów czy Jaworzna? Przypuszczam że w niczym. Bo 30 lat zaniedbań chełmeckiej strefy przemysłowej sprawiło, że jesteśmy na szarym końcu listy potencjalnych lokalizacji. O ile w ogóle ktoś nas bierze pod uwagę.


Siła miasta obecnie to siła przemysłu. Nie jest tajemnicą, że to z podatku CIT (podatku od przedsiębiorstw) są najwyższe wpływy do budżetu samorządów. To z tych pieniędzy budowane są żłobki, przedszkola, szkoły, utrzymywana jest kultura, sport i rekreacja. To z tych pieniędzy budowane są drogi i strefy relaksu a także mieszkania komunalne i cała otaczająca infrastruktura.
Mam nieodparte wrażenie, że w Chełmku zrezygnowano z tak potężnego zastrzyku gotówki do miejskiej kasy jakim może być podatek CIT.